PETARDA estetyki!

Okiem Pacjentki

Jest taki zabieg, który bywa przez wielu niedoceniany, przez niektórych omijany, a jest PETARDĄ estetyki… i wiem co mówię, bo w ostatnim czasie “przetestowałam” niemal wszystko, ale z tym zabiegiem to “wszystko” nabiera nowego sensu! 

Kilka dni po zabiegu wstałam rano i mówię do siebie nieco niecenzuralnie ;) i tu nie zacytuję: “... to działa!”. Patrzyłam po raz kolejny z niedowierzaniem - choć to nie był mój pierwszy raz z tym zabiegiem - i po raz kolejny z zadziwieniem, jak to naprawdę działa! To efekty, które widać, które czuć. Nabrałam znów odwagi, żeby wyjść z domu bez makijażu! Natychmiast zapomniałam o kilkudniowym dyskomforcie. Co to za zabieg? Ano laseroterapia frakcyjna… tak wiem, wielu z Was pomyśli teraz “ała” i straci ochotę czytania dalej,… bo to boli (nie do końca prawda) i bo się goi (tak, ale szybko i o tym za chwilę więcej!), ale halo! To fenomenalny zabieg, dla mnie podstawa wszystkiego. Widzę zagęszczenie, mniejsze drobne zmarszczki, wyrównany koloryt, efekt glow… to trudno na zdjęciu pokazać, ale w lustrze widać i... w samopoczuciu. A jeśli nie po to, to po co się brać za wygląd skóry?

To zabieg dla Wszystkich! 

Choć ja doceniam go być może szczególnie, bo jestem trądzikowcem… z natury, ze względu na szalejące hormony. I tak od lat. Jestem bardzo wyczulona na najmniejsze stany zapalne, zawsze wietrząc nadejście ataku trądziku. Zwłaszcza od zakończenia terapii izotretynoiną, kiedy to poczułam powiew wolności od niego. Nie mam już takich masywnych zmian, ale skóra “lubi się” przytykać. Wtedy walczymy z kosmetolog Elą, żeby to wszystko “odetkać”, normalizując skórę i to też jest mega dobra robota, a zabiegi dają efekty w ciągu kilku dni! Ale będąc trzy tygodnie po zabiegu laserem frakcyjnym, po prawie trzyletniej przerwie, przypomniałam sobie, jakie znaczenie w pielęgnacji skóry ma jej głęboka stymulacja. Może brzmi jak laurka, ale … czemu nie? Należy się temu, co daje świetne efekty, oczywiście w doświadczonych i mądrych rękach, a w te nie wątpię w DerMei.

Jak to jest z tym gojeniem? 

Myślę, że wiele z Was widzi to znacznie gorzej niż jest naprawdę. Po pierwsze od pewnego czasu lasery stosowane w terapii są - obiegowo mówiąc - “suche”, to znaczy, że skóra po zabiegu jest sucha, a to oznacza, że już 24 godziny po można nałożyć… makijaż i to naprawdę skuteczny. Są specjalne preparaty mineralne dedykowane skórom pozabiegowym, które wymagają szczególnej ochrony i które mogą naprawdę skutecznie przykryć objawy zabiegu. Na ten przykład… zabieg miałam na dwa dni przed pasowaniem syna na pierwszaka. Czy zamknęłam się w domu? Nie! Poszłam z makijażem. Jedna z koleżanek mam wiedziała o zabiegu, jak mnie zobaczyła, zapytała z niedowierzaniem: “Ty na pewno to robiłaś?”. Nie będę też udawać, że nic nie widać, bo widać, ale trzeba naprawdę się przyjrzeć. Widać suchość i drobne kropeczki. Jeśli masz “wymagającą” pracę i “wymagających” współpracowników to być może powstrzyma Cię to przed dniem w pracy, ale makijaż naprawdę pozwala mocno zatuszować sprawę. A za dwa kolejne dni… to już śladu nie ma! Skóra robi się przyjemnie gładka i jest delikatnie zaczerwieniona, ale podkład smaruje się jak masełko, jak oliwkę po skórze dziecka. I to jest warte tych czterech dni “chropowatości” :) Na zdjęciach na końcu widać, jak pięknie się goi skóra! Potem jest tylko lepiej!

TO NIE ZABIEG SOLO

I choć “jadę” na zachwycie laserem frakcyjnym, nie, nie chcę zapomnieć o reszcie, bo to jest całość! Ważne, żeby była dobrze poukładana i skomponowana. Laser, pielęgnacja naskórka pomiędzy zabiegami z kosmetologiem, a czasem wyprowadzenie razem z nim skóry do stanu, który pozwala na laseroterapię, a potem nawilżanie i modelowanie kwasem hialuronowym. Wtedy i tylko wtedy naprawdę mamy spokój z wyglądem skóry. Jasne, to nie jest kluczowa rzecz w życiu, są ważniejsze sprawy, ale jakoś tak z dobrym samopoczuciem i pewnością siebie prościej się idzie załatwiać te ważniejsze i najważniejsze!

laser-frakcyjny.jpg

Copyright ⓒ 2018 Dermea | Polityka cookies | Logowanie

Designed by: